Edukacja u Indian

Szkoła u Indian również funkcjonowała. Ale jakże inna od europejskiej. Indianie uważali, że dziecko najlepiej i najszybciej uczy się przez doświadczanie, a przeżycie emocjonującej przygody spowoduje, że zapamięta się ją długo. Nie samo słuchanie, lecz działanie.

Starsi wojownicy mieli w zwyczaju zbierać codziennie, wcześnie rano młodych chłopców na „szkolenie”. Zanim wyruszyli na wyprawę, wskakiwali do pobliskiej rzeki, bez względu na porę roku i pogodę. Nawet podczas srogiej zimy, przy trzaskającym mrozie, młodzieńcy wyrąbywali przeręble i zanurzali się w lodowatej wodzie. Twarda to była szkoła.

Na wyprawach chłopcy uczyli się rozpoznawać kierunki świata, budować proste schronienie w razie śnieżycy, rozpalać ogień w różnych warunkach pogodowych a przede wszystkim zdobywać pożywienie.

Uczyli się od starszych, doświadczonych wojowników jak odróżnić tropy, jak zwierzęta podejść aby oddać celny strzał, jak następnie oprawić i przetransportować do obozu. Podczas tych wypraw ćwiczyli od najmłodszych lat celne strzelanie z łuku i rzucanie włócznią.

Na codzień, poza obozem, chłopcy polowali na drobną zwierzynę, stale wprawiając się w celności. Organizowali wyścigi na mustangach, doskonalając jazdę do perfekcji.

Zręczność ćwiczyli uganiając się za motylami i ważkami, które, jak każdy wie, uciekając, gwałtownie i szybko zmieniały kierunek lotu.

Młode pokolenia uczyły się również słuchając opowieści. Zwykle w długie, zimowe wieczory, lub podczas śnieżycy, leżąc w przytulnym wnętrzu indiańskiego tipi lub wigwamu pod ciepłymi, miękkimi bizonimi lub niedźwiedzimi futrami, przy palącym się ogniu, młodzi ludzie poznawali niezwykłe historie o bohaterach swojego ludu.

Można się zorientować, że podobne jak my, Europejczycy, mali Indianie uczyli się umiejętności potrzebnych do samodzielnego, dorosłego życia.

Lecz my uczymy się siedząc w ławkach, natomiast oni przeżywając przygody.

Który sposób jest według Ciebie bardziej skuteczny?

Który byś wybrał, mając taką możliwość?